03/05/2018Tagi: Alpy,Paklenica - Chorwacja,Wspinanie górskie lato,

Slovenski, Debeli Kuk

Trzeci dzień w Paklenicy. Rano przy śniadaniu dość długo zastanawiamy się co robić – wszystkie prognozy pokazują deszcz, różnią się tylko godzinami wystąpienia opadu. Niestety nasze marzenia o Trylogii na Anicy Kuk trzeba więc odłożyć na przyszłość (swoją drogą droga Klin 6c+ mogłaby nas zrzucić przy tutejszych srogich wycenach). Mimo wszystko postanawiamy zostać na miesjcu i udać się na jakąś drogę blisko parkingu, z możliwością szybkiego wycofu w razie zlewy. Szybko znajduję na liście klasyków Drogę Słoweńską (Slovenski smer 6a/a+) na wschodniej wystawie Debeli Kuka – to jest to, imponująca ściana tuż przy parkingu, słońce od rana i stanowiska zjazdowe.

Gdy dojeżdżamy na miejsce i po chwili widzimy gdzie mamy się wspinać, trochę nas cofa – pocieszamy się jednak, że to tak strasznie tylko z daleka wygląda :) Po chwili jesteśmy pod drogą i szykujemy się do wspinania, w każdej chwili spodziewając się deszczu. Dziś pierwsi ruszają Ela z Grześkiem – pierwszy wyciąg doprowadza pod spiętrzenie ściany, jest więc łatwy (4a) ale prawie 60-metrowy. Dzielimy się wyciągami w stosunku 2-3-2, w moim zespole pierwszy rusza Rysiek i po chwili spotykamy się wszyscy pod pięknym zacięciem za 5c. Ten wyciąg daje się we znaki nam wszystkim – jest naprawdę wymagający i zgodnie przyznajemy, że spokojnie mógłby mieć równie dobrze 6b :)

Po zmianie prowadzenia czeka mnie trawers i kawałek komina (5b). Czas na kluczowy wyciąg. Grzesiek rusza najpierw kominem, później płytką i w końcu kilkoma szybkimi ruchami pokonuje cruxa za 6a/a+. Ja ruszam na prowadzenie w drugim zespole i mimo obaw również sprawnie pokonuję rysę i przewieszkę. Kolejny wyciąg ma 5b, robimy go bardzo szybko - ciągle nie pada więc trzeba się sprężać. Na stanowisku zmieniamy prowadzenie, wyciąg nr 6 rozpoczyna się naprawdę ciekawym baldem (5c) by po kilkunastu metrach wyprowadzić w łatwiejszy teren. Ostatni odcinek to lita płyta z czujnym odcinkiem z 6a – po nim kończymy drogę z ulgą, że udało się bez wycofu.

Po chwili namierzam pierwsze stanowisko zjazdowe (z festiwalowej drogi BWSC) i ruszam w dół. Po drugim zjeździe (w sumie jest 5) dopada nas burza i zanim dotrzemy do ziemi mocno nas sponiewiera – nikogo to nie martwi bo przecież piękna droga siadła, do auta mamy 5 minut, a w bazie czeka grill ;)