04/05/2018Tagi: Alpy,Paklenica - Chorwacja,Wspinanie górskie lato,

Domzalski, Anica Kuk - Stup

Na piątek zaplanowaliśmy powrót do Polski, mimo to wstajemy wcześniej i omawiamy opcję zrobienia przed wyjazdem jeszcze jednej drogi. Mimo złej prognozy, nie zanosi się na deszcz, jestem więc chętny do działania. Grzesiek i Rysiek mają dość wspinania i mimo kilku prób nie udaje się ich zmotywować. Na szczęście liczyć mogę na Elę, która zdecydowanie chce coś jeszcze załoić :) Szybko wertuję przewodnik Cujica i szukam krótkiej ale ładnej i treściwej drogi – zatrzymuję się przy opisie "majority of photographs showing Paklenica were taken on this route. The ultimate experience!". I już wiem gdzie pójdziemy – Domzalski (6a) na prawej części Anicy Kuk – filarze Stup.

Mimo iż idziemy pod Anicę Kuk, dojście pod ścianę nie zajmuje wiele czasu (20 minut z parkingu) – Stup to bowiem najbliższy sektor wspinaczkowy AK. Na miejscu spotykamy (jakżeby inaczej) grupę Polaków, którzy jeszcze nie zdecydowali na co idą (w końcu ruszą za nami). Szybko zabieramy się za wspinanie bo obawiamy się, że jednak coś może pokapać z nieba.

Dzielimy drogę po 2 wyciągi, pierwsza rusza Ela. Na początek 30 metrów 4b+ pionującym się, ale świetnie uklamionym pęknięciem. Drugi wyciąg zaczyna się rysą z odstrzeloną skałą, po chwili jednak wyprowadza na bardzo czujną i gładką płytę (6a, wg nas wyżej uff) , na której trzeba popisać się techniką :) Ela daje jednak radę i po chwili ściąga mnie na stan, czas na moje prowadzenie.

Kolejne metry prowadzą bardzo ciekawymi formacjami – głębokimi wymyciami, gdzie za chwyty służą pasy skały między nimi – coś a’la tufy. Bardzo atrakcyjne wspinanie za 5b. Ostatni wyciąg zaczyna się kolejną tarciową płytą (6a), po chwili wchodzi się jednak w kolejny ciąg wymytych pasów oraz pęknięć – podobnie jak cała droga również i ten odcinek daje mnóstwo frajdy. Szkoda, że droga ma tylko 4 wyciągi, a nie 14 :)

Kończymy wspin po 2 godzinach, dwoma szybkimi zjazdami kominem (którym wspinają się kolejni Polacy) lądujemy pod ścianą i schodzimy kilkadziesiąt metrów do plecaków. Wracamy do reszty ekipy do bazy, prysznic, obiad i czas na 10 godzin za kierownicą. Vidimo se Paklenica!