Majorka - Alaro, Fraguel, Puig Garaffa, Sa Gubia
Tym razem na miejsce tradycyjnego już świąteczno-noworocznego wyjazdu wspinaczkowego wybieramy Majorkę. Wyspa słynie co prawda z najlepszych w Europie rejonów DWS (deep water solo), znajduje się na niej również całkiem sporo tradycyjnych sektorów sportowych, a na niektórych z nich lub w pobliżu dostępne są również drogi wielowyciągowe. I choć niezbyt sprzyjająca aura pokrzyżowała nieco plany, podczas pobytu udało odwiedzić się kilka rejonów i popróbować lokalnych klasyków. Poniżej nieco informacji oraz subiektywnych spostrzeżeń i trochę zdjęć z polecanych dróg.
Na początek kilka słów o rejonie Alaro, który odwiedziliśmy dwukrotnie. W przewodniku Rockfax z którego korzystaliśmy opisane są trzy sektory, w tym jeden z najlepszych na wyspie - Chorreras. Znajdziemy w nim kilka pięknych długich dróg po tufach od 7a do 8a – w tym m.in. należące do TOP50 Buf! (7a, wg przewodnika jedna z najlepszych dróg tufowych na świecie) czy podobające mi się bardziej bo krawądkowe To pa ti (7a+) – ale polecane są właściwie wszystkie. Niestety podczas naszej wizyty tufy były zacieknięte, warto więc wybrać się przynajmniej dwa dni po opadach – tym bardziej, że sektor położony jest wysoko i ma wystawą zachodnią. W Rockfax do Chorreras zaliczone są też drogi na prawo – w innych materiałach to sektor Kiko. Znajdziemy na nim kilka płytowych dróg w połogu (5c do 6c – Ania robiła i chwaliła Pincha uvas 5c i Kiko 6a), które kończą się w połowie ściany – wyciągi powyżej to już mocne linie w pionie (7b+ do 8b).
Szukając opcji dla mokrego Chorreras i pozostałych dwóch mniej ciekawych sektorów przypadkiem odkryliśmy położony po drugiej stronie masywu sektor Repisa – nie opisany w Rockfax. By się pod niego dostać idziemy dalej w prawo, mijamy filar i kontynuujemy trawers przez lasek, a następnie płytami wzdłuż poręczówki. Wielka południowo-wschodnia ściana widoczna była już z oddali i dziwne byłoby gdyby nie była zagospodarowana – na miejscu spotykamy wielu miejscowych i nie ma się co dziwić, sektor jest piękny i różnorodny a jakość skały wyśmienita. Najwięcej dróg jest w przedziale 7a-7c, te w lewej części bardziej pionowe po małych chwytach, te w środkowej po tufach w lekkim przewieszeniu. Załączam zdobyte na miejscu rysowane topo, wykaz dróg jest też na The Crag – oba już nieaktualne bo doszły nowe linie ale dla orientacji wystarczyło. Godne polecenia są właściwie wszystkie drogi, klasyki ściany to na pewno Pais de Pandereta (6b+/6c), Adopta a un Tio (7a/7a+), SimioCracia (7a), Cabrit i Bassa (7a) i El Senyor de les Xinxetes (7b+). Mniej do wspinania znajdą osoby szukające dróg w przedziale 6a-6b, są tylko dwie takie z lewego skraju – obie zresztą fajne. Na prawo od głównej ściany jest jeszcze nowszy sektor (prezentujący się również świetnie), nie znalazłem jednak topo.
Najtrudniejsze drogi na wyspie znajdziemy w rejonie Fraguel – z tego powodu najlepszy będzie dla wspinających się na poziomie 7c i wyżej. Sektor Rock Punk po prawej jest bardziej pionowy – oferuje drogi od 7b do 8a głównie po dziurach, ładny klasyk to On es l’avi (7b+) ale polecane są też pozostałe. Na środkowe sektory Football Fan i Goo Goo Mack tylko zerknęliśmy – już samo patrzenie na przewieszone tufy było bułujące a wybranie się do Fraguel na zmęczeniu w kolejnym dniu wspinania było dużym błędem. W Rockfax trzema gwiazdkami lub TOP50 oznaczone są wszystkie drogi w tej części ściany – nie brakuje linii powyżej 8a, na czele z najtrudniejszą na Majorce Big Men (9a+), jest też jednak kilka świetnych (dla kogoś lubiącego takie formacje) 7b+ i 7c. Jedynie na lewym skraju znajdziemy klasyk po dziurach w szarej ostrej skale - Jungle Hop (7a+), fajny ale męczący bardziej niż wygląda 😉. Dalej w lewo jest jeszcze sektor Pink Panther – pionowo i łatwiej (6a+ do 7b+), większość dróg nie wygląda jednak zachęcająco.
Kolejny odwiedzony rejon to Puig de Garrafa. Jest w nim kilka sektorów skierowanych na zachód i północ, w tym dwa niewielkie ale bardzo atrakcyjne dla szukających dróg 7a-7c - To pa ti i Rigor Mortis. Pierwszy ma bardziej gładką skałę i tufy oraz rysy – klasyki to To pa ti (7a) i Hay que joderse pa no caerse (7b+) – to drugie niestety było tym razem kompletnie zalane. Drugi sektor to prawdziwa petarda – prawie 30-metrowa przewieszona ściana z małymi i ostrymi jak brzytwy chwytami. Wspinanie tutaj nie wybacza jednak braku mocy – nawet najłatwiejsze (śliczne!) Morir martir (7b) daje ostro popalić, a sąsiednie drogi wyglądają sporo trudniej. Łatwiejsze drogi w połogich płytach są w prawej części sektora Duck oraz lewej sektora Salto – nawet 5a i 5c ze znaczkiem TOP50. Nie dotarliśmy do innego polecanego sektora Sombra – jest tam kilka trudnych polecanych linii w przewieszeniu.
Wybierając się na wspinanie na Majorce nie można pominąć oferującego największą liczbę dróg w najszerszym zakresie trudności wąwozu Sa Gubia. Poza kilkoma sportowymi sektorami znajdziemy tutaj sporo wielowyciągów – te najdłuższe są na Filarze Albahida (nazwa od 7-wyciągowej bardzo popularnej drogi 4c) i w sektorach Bomberos i Princesa. Nie sposób nie wspomnieć też o najładniejszej dużej (100-metrowej) ścianie Majorki – Cara Oeste, gdzie w planach mieliśmy jedną z dróg (jest pięć czterowyciągowych od 6c+ do 8a), na przeszkodzie stanął jednak dwudniowy opad i temperatura 5 stopni… Udało za to odwiedzić się świetny, najbardziej popularny sektor Paret dels Coloms – idealne miejsce dla wspinających się na różnym poziomie bo są ładne drogi i za 6a i za 7b+. Te najlepsze to m.in. techniczna Vol de nuit (6b), siłowa Algo salvaje (6b+), palczasta Si lo se no vengo (7a), krawądkowo-tufowa świetna Pasteles de Isabel (7b). Po prawej są ładne 5c-6a, które można przedłużać do 3 wyciągów. Ściana ma wystawę wschodnią i szybko schnie po deszczu – poza drogami z tufami.
Poza wspinaniem na wyżej wymienionych sektorach odwiedziliśmy jeszcze trzy w ramach rekonesansu podczas zwiedzania. Polecana miłośnikom płyt La Creveta ładnie prezentowała się tylko w głównym sektorze (Main Wall), gdzie znajduje się prawie 30 dróg od 4c do 6c – nawet na tych łatwych trzeba się podobno postarać i faktycznie tak wyglądały. Pozostałe sektory nie zachęcały – nadgnita skała i zardzewiałe spity nie przekonywały mimo 3 gwiazdek czy TOP50 w przewodniku. Na pewno nie warto wybierać się tam w zimne i pochmurne dni, wilgotne nadmorskie klify potrzebują Słońca. Kolejnym rozczarowaniem był popularny (łatwe dojście i mnóstwo dróg w szerokim przedziale) S’estret – niewiele polecanych w przeowodniku dróg prezentowało się atrakcyjnie, zdecydowanie więcej było krzonów i linii rodem z jurajskiego lasu, a nie po to przecież leci się taki kawał… Godnym polecenia wydał się Port de Soller – podeszliśmy tam przy okazji zwiedzania miasteczka, do którego dotarliśmy zabytkowym drewnianym tramwajem 😉. Sama lokalizacja ściany i widok spod niej robi wrażenie (patrz ostatnie zdjęcie w galerii), do tego jakość skały i przebieg dróg zachęcał do wspinania.
Podsumowując choć całościowo wyspa odstaje jakościowo od topowych europejskich regionów to wybierając najlepsze sektory i ich największe klasyki z pewnością można być zadowolonym. Dodatkowo dzięki niewielkim dystansom i świetnym drogom dojazdowym w dni restowe wyspę zwiedzić można wzdłuż i wszerz – atrakcji oraz pięknych plaż nie brakuje. Dlatego przynajmniej raz na Majorkę wybrać się warto!














































