18/01/2026Tagi: TatryDolina MłynickaSkrajne SoliskoWspinanie górskie zima

Bumerang, Skrajne Solisko

Wycena: M7+   Wycena uzupełniająca: lato VIII   Asekuracja: R2   Długość [m]: 100   Wyciągi: 5   Czas [h]: 5h   Wystawa: NE   Ocena: 8/10   Komentarz:    

Moka do którego z Michałem i Szymonem zmierzaliśmy dostajemy info, że ściany zaklejone śniegiem, zmieniamy więc plany na coś pewniejszego. Po słowackiej stronie niżej położone ściany suche, słonecznie i z lekkim mrozem – wyciągamy więc z listy pozycję dobrą na takie warunki, Bumerang (M7+) na Skrajnym Solisku. Droga mimo niewielkiej długości oferuje zajmujące wspinanie na własnej asekuracji od początku do końca i nie dziwi, że mimo iż uklasyczniona zimowo została dopiero w 2024 roku (latem 2019) zyskuje status drytoolowego klasyka. Po trzech piątkowych wyciągach w płytach o mocno letnim charakterze danie główne to dwa wyciągi M7+. Szczególnie drugi z nich to prawdziwa tatrzańska perełka – przewieszone zacięcie z cienką rysą wpadło mi w oko już kilka lat temu podczas przejścia letniego klasyka (Kantu) tuż obok.

Po niecałej godzinie podejścia szlakiem odbijamy w lewo w stronę wysoko położonego Środkowego Filara Skrajnego Soliska, którego podstawę osiągamy po około 20 minutach. Śniegu jest wyjątkowo mało, miejscami trzeba iść po trawie i kamieniach co mocno kontrastuje z lawinową trójką po polskiej stronie.

Początek drogi, podobnie zresztą jak prawie jej cały przebieg, jest ewidentny – skośną rysę na lewo od spitów Kantu widać jak na dłoni. Pierwszy fragment (ok. M5-/latem V/V+) jest nieco wypychający – chwyty i asekuracja (własna i 1 hak) są jednak dobre. Wyżej robi się łatwiej (do ok. M4) – kontynuujemy za formacją i w górnej części odbijamy w prawo po chwili osiągając duży taras – można zrobić własne stanowisko pod szerokim pęknięciem którą startuje drugi wyciąg lub skorzystać z gotowego (z Kantu) tuż obok.

Początkowe metry w rysie są całkiem sprężne (V+/VI-, ok. M5+), miejscami chwyty mają bowiem mocno „letni” charakter a stopnie nie są zbyt pewne. Jest jeden słaby hak, asekuracja z friendów i kostek przyzwoita. Po pokonaniu ostatniego trudnego miejsca dostajemy się do trawiastej załupy, którą kontynuujemy skośnie w lewo aż do półeczki na prawo od komina – znajdziemy tutaj stan z dwóch haków, który należy wzmocnić.

Trzeci odcinek (V/V+, latem ok. M5+) to efektowny start przez powietrzny kant na prawo i przewinięcie przez odspojony głaz na tarciową płytę powyżej. Letni charakter wyciągu daje mimo wszystko dobre możliwości przejścia z dziabami – pod koniec mamy piękną rysą i czujny trawers w prawo na półeczkę, gdzie robimy stanowisko. Nad nami pierwsze z dwóch zacięć, decydujących o trudnościach drogi – prowadzenie od Szymona przejmuje więc nasz etatowy drytoolowiec czyli Michał 😊.

Wyciąg ma raptem 10 metrów ale jest bardzo treściwy (latem VII, zimą M7+ ale o ile tyle ma ostatni to tutaj raczej M7), a do jedynego haka trzeba dokładać własny sprzęt. W dwóch miejscach są wyraźnie słabsze chwyty i niełatwo o wypadnięcie – koledze udaje się jednak utrzymać bez konieczności powtarzania i po chwili zameldować na półce (haki) pod daniem głównym.

Tytułowa formacja – przewieszone zacięcie w kształcie bumerangu – robi wrażenie, do pokonania jest ok. 20 metrów, a stałe przeloty (1 dobry i 1 słaby hak oraz stara kostka) są tylko na pierwszych miejscach . Próbując w stylu OS nie ma mowy o biciu haków, kilka friendów (od mikro do #1, duble 0.3-0.5 lub kostki) w zupełności jednak wystarcza – poza jednym miejscem jest nawet całkiem komfortowo. Początkowo chwyty są w miarę dobre, mniej więcej w połowie robi się jednak wyraźnie trudniej, co w połączeniu z przewieszeniem i słabymi stopniami sprawia, że wyciąg zasługuje zgodnie z wyceną na co najmniej M7+ (latem VIII). Michał szukając jak najlepszych ustawień i korygując błędy prowadzi dobre 20 minut, "dogięcie" i wytrzymałość pozwalają mu jednak uporać się z tym pięknym odcinkiem już w pierwszej próbie. Po dotarciu do kolegi i złożeniu gratulacji zaczynamy zjazdy – pierwszy najlepiej zrobić na jednej żyle do stanowiska pod ostatnim wyciągiem Kantu, skąd 55m do żlebu (ewentualnie w dół do stanu po pierwszym wyciągu).

Droga jest też ciekawym celem na lato (dobry opis Aliny i Maria na Drytoolingu) – być może uda mi się jeszcze wrócić, tymczasem gorąco polecamy w wydaniu zimowym!