Champion du Maroc, Taoujdad
Piękne pomarańczowe ściany wąwozu Taghia, ukryte wysoko w górach marokańskiego Atlasu, to jedna z lepszych wielowyciągowych destynacji w rejonie Morza Śródziemnego, wypadało więc w końcu się tam wybrać! I choć zdrowie nie pozwoliło finalnie zmierzyć się z wymarzoną drogą, tydzień wspinania w zespole z Bartkiem zaowocował przejściem czterech innych klasyków. Przy okazji udało się też trochę odpocząć od cywilizacji, poznać inną kulturę i ciekawych ludzi. A że samo wspinanie jest świetne i pięknych dróg nie brakuje, lista na kolejną wizytę jest gotowa i trzeba będzie wrócić!
Do Taghii wybieramy się 6-osobową ekipą, transport i zakwaterowanie organizujemy u polecanego przez wielu polskich wspinaczy Ahmeda. Noclegi są ze śniadaniem (podstawa to naleśniki na słodko) i obiadokolacją (różne tażiny), warto jednak zabrać coś dodatkowo bo dwa małe lokalne butiki poza wodą, jajkami, jogurtami i kiepskiej jakości słodyczami oraz słonymi przekąskami nie oferują zbyt wiele. W urokliwej wiosce, sprawiającej wrażenie jakby zatrzymał się tu czas, znajdziemy kilka innych noclegowni (tzw. gite), ich dane są w przewodniku wspinaczkowym - Taghia et autres montagnes berbères autorstwa C. Ravier, I. Elsenaar. Logistyka poruszania się po okolicy jest dość prosta, podejście pod ściany zajmuje od 30 do 90 minut, do dyspozycji są różne wystawy i wysokości, od 100 do nawet 800 metrów - większość klasyków wyposażona jest kompletnie lub prawie kompletnie w stałą asekurację, choć są też linie tradowe. Co ciekawe ze względu na położenie Słońce porusza się bardzo wysoko po niebie, więc nawet niektóre północne wystawy łapią promienie przez kilka godzin.
Na rozwspin udajemy się na niewysoką zachodnią ścianę Taoujdadu czyli jednego z dwóch „bliźniaczych” szczytów w wąwozie, rozdzielonych stromych żlebem. Agnieszka z Adamem wybierają jedną z najpopularniejszych dróg Taghii, Au Nom de la Reforme (6c 300m), my z Bartkiem nieco trudniejszą i co najmniej równie piękną Champion du Maroc (7a+ 200m). Cel okazuje się strzałem w dziesiątkę – trzy pierwsze wyciągi z trudnościami w różnorodnych formacjach są przepiękne, dwa kolejne są już łatwiejsze więc nie zmęczymy się za bardzo przed zaplanowaną na dzień kolejny dużą ścianą. Po zakończeniu wspinania można wrócić zjazdami pod ścianę lub dorzucić dwa łatwe odcinki i wyjść na szczyt – decydujemy się na to rozwiązanie by zaliczyć wierzchołek oraz rozeznać zejście na wypadek przyszłego powrotu po ciemku.
Champion startuje szeroką, stającą dęba rampą (górną) – można zaczynać u podstawy lub mniej wygodnie z niej, robiąc stanowisko z pierwszego spita. Przez dłuższą chwilę mamy zagwozdkę ponieważ choć w przewodniku w tym miejscu jest tylko jedna droga, linie spitów są dwie. Po analizie decydujemy się na wspinanie w lewo i jest to słuszna decyzja, a już w Polsce na Internecie znajduję informację, że prawa linia to wytyczona w 2023 roku Respira (6c+). Swoją drogą warto odnotować stronę autora wspominanego przewodnika, na której pojawiają się informację o nowych drogach - link TUTAJ.
Kluczowy odcinek naszej drogi (7a+) zaczyna się od razu od trudności w pionowej płycie z krawądkami, z której odbijamy trawersem w lewo – robi się łatwiej ale trzeba się umiejętnie ustawiać by nie stracić sił na oblakach przed końcówką po klamach. Po nieudanej klasycznej próbie kolegi fleszuję wyciąg i ze zrozumieniem oddaję prowadzenie drugiego (7a) – choć sam mam na niego chrapkę bo choć zupełnie inny od pierwszego, prezentuje się równie pięknie. Po kilkunastu technicznych metrach w zacięciu czeka niebanalne przewinięcie przez przewieszony filarek – Bartek dobrze odczytuje jednak sekwencję i po chwili z uśmiechem na ustach idę w jego ślady.
Trzeci wyciąg (6c+ choć raczej 6c) to dla odmiany płyta po dziurach i krawądkach – chwytów i stopni jest sporo, nawet więc nie idąc optymalnie udaje mi się przejść kluczowy fragment i przewinąć się w łatwiejszy teren prowadzący do stanowiska. Pozostałe dwa odcinki są już wyraźnie łatwiejsze – na początek zacięcie i filarek (V+), po czym ładne wspinanie w pionowej płycie (6a). Po przejściu poziomego odcinka filara robimy jeszcze dwa bonusowe wyciągi z pojedynczymi spitami (choć trudności to zaledwie IV+ i V+ warto rozważyć zabranie 2-3 średnich friendów, na resztę drogi wystarczy 12 ekspresów) i docieramy na szczyt, gdzie czekają Agnieszka z Adamem. Po chwili schodzimy za kopczykami do drzewa z taśmami, z którego zjeżdżamy na przełączkę (40m lub 30m + krótki zewspin) i trawersujemy zboczem ścieżką prowadzącą do żlebu, który na szczęście jest bardziej lity niż wygląda z oddali. Po drodze zgarniamy plecak zostawiony pod ścianą i kontynuujemy zejście do wioski – w sumie ok. 1,5h ze szczytu.




















