02/05/2026Tagi: AtlasAtlas - MarokoOujdadWspinanie górskie lato

Baraka, Oujdad

Wycena: IX-   Wycena uzupełniająca: 7b   Asekuracja: S2   Długość [m]: 680m   Wyciągi: 15   Czas [h]: 10   Wystawa: SW   Ocena: 8/10   Komentarz:    

Jednym z głównych celów wyjazdu do Taghii była droga Baraka (7b 680m), przecinają południowo-zachodnią wystawę Oujdadu. Trudności kumulują się w dolnej części, dzięki czemu bez problemu celować można w jednodniowe przejście klasyczne jednej z największych okolicznych ścian. To zresztą jeden z powodów dlaczego jest to najpopularniejsza droga o tej wycenie w wąwozie – poza niewątpliwą atrakcyjnością kilku wyciągów. Nasza przygoda z nią rozegrała się niespodziewanie w dwóch odcinkach.

Mając trudniejszy cel w zanadrzu, na Barakę wybieramy się z Bartkiem już drugiego dnia wspinania. Towarzyszą nam Adam z Agnieszką, który spróbują zmierzyć się z drogą krótszą, ale bardziej wymagającą nad którą też się zastanawialiśmy - Dernier. Finalnie wygrała jednak wizja przejścia całej ściany i rozprawienia się w pierwszej kolejności z dużym klasykiem. Po ponad godzinnym podejściu trawersujemy pod ścianą podziwiając jej urodę oraz konstrukcje utworzone u jej podstawy. Barakę lokalizujemy bez problemu - zlokalizowana jest za przełamaniem wyraźnego filara, a u jej startu znajduje się nazwa (choć trzeba się przypatrzeć, patrz foto).

O pierwszym wyciągu krąży sporo opinii by nastawić się na coś więcej niż 6b+. Przekonuje się o tym Bartek, którego zrzuca trikowy bulder w płycie pod koniec - po rozpracowaniu jest łatwiej, ale 6c toto powinno chyba mieć, tym bardziej że jeszcze da się nam we znaki 😉. Na drugim wyciągu (6b) wymagająco jest na przewinięciu przez filarek, dalsza część to już przyjemne wspinanie po dobrych chwytach. Na trzecim wyciągu (6b+ i moje prowadzenie) trzeba się napracować trochę więcej, na 50m czeka kilka niebanalnych pasaży, a na łatwiejszych spity są bardziej odległe. Po przejściu jest czas by czekając na partnera odpocząć przed kluczowym odcinkiem (7b).

Wyciąg ma niecałe 25m, na pierwszych 15 oferuje jednak piękne ciągowe wspinanie o technicznym charakterze. Pionowa płyta z krawądkami i oblakami przy pierwszym podejściu wydaje się trudna, choć jak się później okazuje spadam dopiero w cruxie. Po powieszeniu ekspresów do końca (wyjątkowo gęste obicie) próbuje kolega, któremu nie podchodzi jednak charakter wspinania i szybko odpuszcza. Liczymy więc na moje próby że i wyżej szybko już pójdzie, niepokoi nas bowiem późna pora i podejrzane chmury na niebie. Gdy podczas ubierania butów jeden z nich leci pod ścianę stwierdzam, że coś może być na rzeczy. Nie poddajemy się jednak i decydujemy że jak uporam się z trudnościami w bucie kolegi, pozostałe 12 wyciągów jakoś przemęczymy w jednej podejściówce 😉. Gdy jednak przechodzę trudności i spadam w łatwym terenie pod stanowiskiem, zgadzamy się że takiego znaku nie można już zignorować i zjeżdżamy, sztukując nieco z pojedynczą liną 60m na dłuższych wyciągach. Gdy po powrocie do wioski zaczyna padać i nie przestaje przez 3h cieszymy się że stało się jak się stało bo i tak zaliczylibyśmy wycof, tylko dużo bardziej skomplikowany. A jak się potem okaże przejście 3/4 ściany w jednym bucie wspinaczkowym nawet na drugiego byłoby straszną męką... Aga z Adamem też zaliczają wycof z Dernier zanim zacznie padać – chwalą urodę pokonanych odcinków ale na ten dzień było jednak za trudno.

Na Barakę udaje wrócić się ostatniego dnia, zmęczenie i lekkie kontuzje dają się co prawda we znaki ale motywacja jest na dobrym poziomie. No i mamy cztery buty oraz linę 80m 🙂. Na dzień dobry dostajemy jednak niezłego pstryczka - trikowy bulder na pierwszym wyciągu zrzuca Bartka dwa razy, mnie raz i dopiero kolejna próba kolegi jest udana. Napięcie związane ze sporym falstartem puszcza dopiero gdy już bez przygód powtarzamy dwa kolejne wyciągi i zabieramy się za cruxa. Szybko wieszam ekspresy i przypominam sobie sekwencje, kolega postanawia dłużej popatentować i stwierdza że też ma szansę na przejście. Gdy moja druga próba okazuje się skuteczna, zgadzam się więc by popróbował i zjeżdżam do stanowiska. Po trzech próbach stwierdzamy jednak że czas goni i trzeba iść dalej, zostaje mu więc pogodzenie się z A0 na tym odcinku i zespołowym RP oraz prowadzeniem kolejnych dwóch wyciągów z niższą wyceną ale o pięknej urodzie. Piąty (6b+) to kluczenie trawersami między przewieszkami w świetnie urzeźbionej ścianie, szósty (6c) jest jednym z lepszych jakie w Taghii przeszliśmy - prawdziwa uczta w płytowych formacjach ze skałą pierwszej klasy. By wydostać się z przewieszonej części ściany pozostaje jeszcze ciekawe zacięcie (6a+) z przewinięciem pod okapem i łatwy odcinek zacięciem (V+).

W drugiej części droga robi się łatwiejsza, nie ma co jednak jej lekceważyć. Widząc wyceny ok. 6a spodziewamy się szybkiego pomykania z pojedynczymi trudniejszymi miejscami, okazuje się jednak że większość terenu to solidne wspinanie w stromych płytach, a reszta to zacięcia i kominy gdzie przydają się dodatkowe friendy (3-4 średnie totemy wystarczą) Swoje robi też zmęczenie po powtórkach w dolnej części oraz mocne Słońce, przez które coraz ciężej ubierać buty na stopy. Oj nie byłoby wesoło w jednej podejściówce gdybyśmy kontynuowali wspinanie przy pierwszej wizycie! Po krótkiej przerwie na posiłek i zebranie sił kontynuujemy - kilka kolejnych wyciągów poprowadzę ja, ostatnie Bartek. Na początek bardzo ładny płytowy odcinek nr. 9 (6a), następnie komin na wyciągu dziesiątym (5), po czym niebanalna ścianka na turnicy (6a), gdzie zastanawiam się czy nie zapchałem się na coś trudniejszego – nie, to tylko wycena rodem z Paklenicy 😉. Po wyjściu pod spiętrzenie szczytowe do pokonania mamy łatwy odcinek nr 12 (4c, 1 spit) doprowadzający do wygodnej półki. Stąd idziemy ładnymi zacięciami (6a+) w kierunku wyraźnej depresji. Kolejny wyciąg (6a+) jest długi i bardzo ciekawy Zaczynamy od przewieszonego kominka i kontynuujemy płytami aż do przewiniecia przez filarek. Ostatni fragment to trawers przez płytę i pokonanie przewieszonej ścianki, nad którą wychodzimy w łatwy teren - kolega stanowisko robi na bloku w dogodnym miejscu, nie trafiając na spity.

Po przebraniu butów i rozwiązaniu się idziemy przez ok. 15 min. wyraźnymi depresjami (I-II) w kierunku szczytu, na który docieramy ok. godzinę przed zachodem słońca, dzięki czemu nie będziemy musieli szukać drogi zejściowej po ciemku. Ta okazuje się jednak niezbyt skomplikowana - idziemy pds granią po stronie SE ścieżką, tarasami/półkami wzdłuż kopczyków i kropek na skale przez ok 20 minut aż do balkonu ze stanowiskiem zjazdowym. Z niego czeka 35m zjazdu w powietrzu i jesteśmy na przełączce, z której czeka długi trawers wyraźną ścieżką aż do początku wielkiego żlebu między Taoujdadem i Oujdadem. Godzinę później jesteśmy już w wiosce, jemy zaległą kolację, pakujemy się i kładziemy na chwilę bo o 2 w nocy wstawać. Po pożegnaniu z Ahmedem wsiadamy do auta, które zawiezie nas do Marakeszu, gdzie mamy chwilę na szybkie zwiedzanie przed odlotem do kraju. A pomysł na kolejną wizytę w Taghii już jest więc może uda się jeszcze wrócić 🙂.