Preludium, Czołówka MSW
W wyjątkowo upalny weekend postanawiamy z Bartkiem poszukać wspinania w cieniu północnych tatrzańskich ścian. Śmiejemy się, że jedziemy nad wodę – bo tak w sumie jest, sobota nad Morskim Okiem, niedziela nad Czarnym Stawem 😊. Mając w planach główny cel nazajutrz (Stąd do Wieczności na Kazalnicy), pierwszego dnia wybieramy się na nieodległą Czołówkę MSW, gdzie obaj mamy niedokończone porachunki z Preludium (VIII, 180m). Droga jest krótka lecz intensywna - cztery z sześciu wyciągów to ósemki i na każdej z nich znajdują się dwa mocne baldy – wg mnie to zresztą jedna z najbardziej bulderowych dróg w Tatrach, polecam miłośnikom takiej formy wspinania!
Droga startuje podobnie jak Greystone, można ewentualnie rozważyć start ciekawszym wariantem Szarym Zacięciem obok. Oryginalnie idziemy połogą płytą do krótkiego zaciątka po lewej (IV+), po przejściu którego z półki pokonujemy ściankę (V+) i ciągniemy przez trawy do spita stanowiskowego pod kolejnym spiętrzeniem (łańcuch dalej na prawo jest z Szarego i Greystone). Za asekurację służą dość wiekowe już spity – na pierwszym wyciągu umieszczone rzadziej, na tych trudnych jednak na tyle blisko, że dodatkowy sprzęt na nich nie jest potrzebny. Drugi wyciąg obaj poprowadziliśmy już w przeszłości – choć tym razem jest zacieknięty, liczymy że uda się i tym razem. Zaczynamy od trudnego balda na starcie (VIII), po którym czeka delikatne techniczne wspinanie aż do kolejnego problemu (VIII-) i ryski wyjściowej. Spędzamy tutaj sporo czasu próbując na zmianę i wypadając z wilgotnych stopni, w końcu Bartkowi udaje się poprowadzić.
Trzeci wyciąg to płyta z niebanalnym fragmentem pod koniec (VII+) doprowadzająca pod okapik z rysą, gdzie dla odmiany czeka siłowy bulder (VIII-). Po tym wyciągu wycofałem się kiedyś z powodu kontuzji, kolega też zakończył na nim wspinanie z innym partnerem rok temu – dobrze go pamiętając prowadzi tym razem w pierwszej próbie. Nad półkami przejmuję prowadzenie – czwarty wyciąg okazuje się najpiękniejszym na drodze i możliwe, że latem na całej Czołówce. Zaczynamy od (a jakże) bulderowego fragmentu (VIII-), po którym na kilka metrów robi się łatwiej, po pokonaniu małej przewieszki czeka jednak główny problem do rozwiązania (VIII) – za pierwszym razem mi się nie udaje, znaczę jednak chwyty i stopnie koledze, a ten robi go fleszem. Odcinek tak mi się jednak podoba, że proszę by zjechał i prowadzę go również 😊.
Piąty odcinek to chwila przerwy od obitych baldów, czeka nas bowiem tradowy odcinek (V+) w zacięciu, wspólny z Greystonem – do asekuracji wystarczą jednak z dwa średnie friendy, jest też hak. Stanowisko jest zlokalizowane w nieco dziwnym miejscu (półwisząco), ja robię je na półce powyżej z wykorzystaniem pętli na bloku. Dzięki temu możemy wygodnie wystartować w ostatni fragment (VIII-), oferujący oczywiście kolejne dwa buldery – ponownie za pierwszym razem muszę je rozpracować, kolega fleszuje, a ja powtarzam od dołu. Dzięki temu po dwóch latach w od poprzedniej wizyty skompletować prowadzenie wszystkich odcinków. Zjeżdżamy ze stanowisk na Greystone – mając pojedynczą linę 60m na końcu konieczna jest jednak przesiadka na stanowisku w Zącięciu Żurawskiego.
Kilka godzin w ścianie i dodatkowe próby mają niestety swoje konsekwencje w niedzielę na Kazalnicy. Mimo późnego startu Słońce operuje w ścianie aż do 12-tej - wyciąga z nas mnóstwo sił na przedarcie się przez łatwe podejściowe wyciągi pod Stąd do Wieczności, towarzyszy nam też na dwóch z trzech kluczowych i niezależnych wyciągów drogi, która wyżej łączy się z Kantem i prowadzi nim aż do Siodełka w Filarze. Co prawda oba odcinki VII+ udaje nam się przejść OS-em, to na kluczowym trzecim (VIII+) w okapie po rozpracowaniu trudności i spaleniu najlepszych prób po kilku godzinach jest już tylko gorzej, a nawet w cieniu duchota jest niesamowita. Było blisko, plan na dwudniowe mocne dla nas wspinanie przy tej pogodzie był chyba jednak zbyt ambitny. Jak się uda to kiedyś wrócimy, tymczasem na pamiątkę pozostają fajne zdjęcia – nie tylko nasze ale i Władka Vermessy, który znad stawu pstrykał Andrzeja z Łukaszem działających na Filarze. Wrzucam kilka z nich tutaj, może kogoś zachęci – trzy wyciągi ubezpieczone są spitami (w dobrym stanie) i nitami (w nieco gorszym), skała jest nieco zapiaszczona ale kompaktowa i lita, a najtrudniejszy fragment świetny!

















