Dray Way Star, La Draye (Ailefroide)
Krótka wizyta w Alpach – do dyspozycji mieliśmy z Bartkiem tylko sześć dni i choć zdrowie oraz okoliczności nie pozwoliły zrealizować głównych celów, i tak jak zawsze warto było się wybrać i dorzucić do kolekcji kilka fajnych dróg. Nasz plan komplikuje się już na początku – w rejonie Chamonix gdzie mieliśmy działać pada, podobnie jak w zeszłym roku jedziemy więc na rozgrzewkę do zawsze pogodnego Ecrins. Po 15h podróży nie ma co szaleć, nie wiemy też co będziemy robić kolejnego dnia, dlatego wybieramy jedną z granitowych ścian dostępnych wprost z łąk w Ailefroide. W zeszłym roku na Eboulement robiliśmy bardzo fajną Derborence, tym razem wspinamy się naprzeciwko na zachodniej ścianie La Draye – na 9-wyciągowej Draye Way Star (7a 200m).
Na okolicznych ścianach tłumy, ruch jest i na naszej – dwa zespoły robią popularną drogę startującą wspólnie z naszą, Premier de corvee (6b+). Na starcie znajdziemy tabliczkę z tą nazwą, do wybory mamy dwa warianty – wybieramy ciekawszy po lewej (6a) biegnący płytowym zacięciem i przewijający się przez okapik pod koniec. Na drugim, najłatwiejszym (5c) odcinku zatrzymujemy się na rampie, gdzie Premier idzie dalej w lewo (ringi) a nasza droga wbija się wprost w czarną płytę – jest spit stanowiskowy i kolejne wyżej. Widać nie każdy rozróżnia ringi od spitów bo zespół przed nami niechcący skręca powyżej na naszą drogę i dopiero po wiszeniu na kluczowym wyciągu daje się przekonać, że to nie Premier 😉.
Trzeci wyciąg to przyjemne płytowe wspinanie na tarcie (6a+), czwarty nieco się pionuje lecz chwyty są lepsze (6b). Kluczowy piąty wyciąg (7a) jest najładniejszy – zaczynamy technicznym trawersem między okapami, po czym wbijamy w przewieszoną ściankę z cienką rysą obok której jest jednak kilka odciągów i dobrych krawądek. Spity podobnie jak na całej drodze są bardzo gęsto (wystarczy 12 eksów) – można więc śmiało atakować, loty nie grożą prawie żadne o czym przekonuję się wylatując podczas wyjścia z trudności z urwanym odciągiem (moja wina bo był cienki i wyraźnie odstawał). Dzięki temu Bartek ma okazję sfleszować wyciąg, co też bez problemów czyni – obaj oceniamy trudności na dość promocyjne ale warte przejścia.
Dwa kolejne wyciągi (6a i 5c) są krótkie – lawirujemy między przewieszkami w ciągle ładnej skale, niespodzianka w postaci niebanalnego jak na trudności balda czeka tylko w jednym miejscu 😉. Na ósmym odcinku (6c) pokonujemy ładną techniczną płytę, na ostatnim czeka przyjemna zaginająca się rysa (w życiu nie mająca 6b), po której odbijamy w prawo i zmierzamy zacięciem za spitami do przełamania ściany. Do pierwszego stanu zjazdowego schodzimy kawałek w lewo (patrząc z kierunku wyjścia) i z linami 60m na cztery razy wracamy na ziemię (z pojedynczą też da radę nie łącząc wszystkich zjazdów).
Podsumowując – choć drodze daleko do alpejskich klasyków i jej przejście nie zapewnia niezapomnianych emocji to na rozruch była jak najbardziej ok. Można ją też polecić jako realny cel osobom dla których 7a to max, a są już zaznajomione z okolicznym charakterem wspinania.
My tymczasem zastanawiamy się czy ruszyć na podejście do schroniska Sele i wspinać się następnego dnia na Aiguille Sialouze (znanej mi już z 2023 – RELACJA) czy też po noclegu przenieść się do Chamonix, gdzie od poniedziałku wraca pogoda. Finalnie wybieramy opcję numer dwa, ciągle licząc że mamy szansę na nasze dwa główne cele.














