14/08/2026Tagi: AlpyDolomityLastoni di ForminWspinanie górskie lato

Gente di Mare, Lastoni di Formin

Wycena: VIII   Wycena uzupełniająca: 7a   Asekuracja: S3   Długość [m]: 350   Wyciągi: 9   Czas [h]: 7   Wystawa: W   Ocena: 8/10   Komentarz:    

Klubowy obóz mam tym razem przyjemność organizować na campingu Malga Ciapela pod Marmoladą – na miejscu stawia się prawie 70 osób. Plany komplikuje kilka popołudniowych ulew, ale jak wiadomo Dolomity słyną z różnorodności i celów na każdą okoliczność nie brakuje. Po dojeździe od razu udajemy się z Anią na drogę Gente di Mare (7a 350m OS). Zgodnie z opisami okazuje się bardzo ciekawa i poważniejsza od sąsiedniego mega-klasyka czyli Supertegoliny, a o jej klasie stanowi nie sam najtrudniejszy piąty wyciąg, ale i pierwsze cztery o ciągowym charakterze, nieoczywistych sekwencjach i rzadszych wpinkach. Górna część jest już łatwiejsza więc na szczęście mimo nieco zbyt ambitnego celu wprost z podróży (dla mnie na prowadzeniu i Ani na pierwsze mocniejsze wspinanie od dawna) drogę udaje zrobić się do końca.

Po znanym nam już podejściu tzn. spacerze przez łąką, przedarciu się przez las (polecam track z Bergsteigen przy opisie Supertegoliny) i pokonaniu piargu lokalizujemy nie całkiem ewidentny start. Znajduje się on w depresji na lewo od podstawy turniczki na którą Gente di Mare wyprowadza w dolnej części i z której później zjeżdżamy by kontynuować na głównej ścianie – ten nietypowy zabieg „wydłuża” drogę o dodatkowy wyciąg. Po podejściu około 15 metrów żlebem docieramy do małej półeczki i wypatrujemy spita z białą pętlą powyżej.

Już pierwszy odcinek (6b, 45m) pokazuje co będzie działo się dalej – wspinamy się mocno spionowaną czarną płytą ze sporą ilością obłych chwytów, które dość mocno pompują. Drugi wyciąg (6b+, 40m) zaczynamy od wspinania wprost do góry, po czym odbijamy skośnym trawersem w lewo za spitami – ciekawie jest do samego końca. Trzeci wyciąg wyprowadzający na szczyt turniczki mimo długości (55m) trudności (6c) ma w pierwszej stromej części, na koniec teren się kładzie. Z iglicy zjeżdżamy efektownie niecałe 40m (mamy pojedynczą 80-kę) na przełączkę do której doprowadza żleb spod głównej ściany – teraz będziemy się wspinać już nią.

Czwarty odcinek mimo dość niewinnej wyceny (6b) daje mi nieco popalić – płyta jest mocno spionowana, chwyty pochowane, do tego wpinki oddalone miejscami o jakieś 6-8 metrów (a nie wszędzie da się coś dołożyć – choć warto zabrać z 2-3 małe/średnie friendy) powodują że można wejść w mikrozapych i robi się nerwowo. Widząc to z dołu zmęczona Ania wnioskuje o wycof, przekonuję ją jednak że kluczowy wyciąg wygląda przyjemniej, a wyżej będzie już łatwo – na szczęście tak faktycznie jest 😉. Po pokonaniu kruchego fragmentu z odległą wpinką trudności (7a) są już dobrze obite, a sekwencja po krawądkach bardzo fajna, choć z jednym mniej czytelnym miejscem. Do stanowiska pozostaje przyjemne wspinanie po klamach i krótka łatwa ścianka.

Kolejne trzy wyciągi są łatwiejsze i rzadziej obite od pozostałych ale jest na nich kilka ciekawych pasaży.  Na szóstym (6a) kierujemy się do lewego skraju okapu, gdzie czeka techniczne (bądź siłowe) przewinięcie. Siódmy (6a) to ścianka z niebanalnym zaciątkiem i estetyczna płyta powyżej. Na ósmym do przejścia mamy najłatwiejszy odcinek na drodze (5b) – po prostu ciśniemy do góry wyglądając dwóch spitów i dobrej skały. Na deser pozostaje groźnie wyglądająca i wyceniona (6c) przewieszka, która w rzeczywistości okazuje się pięknie uklamiona – choć wyjście nad ostatnią wpinkę dostarcza nieco wrażeń 😊. Ze szczytu można zejść lub zjechać – my wybieramy drugą opcję, korzystając początkowo ze stanowiska naszej drogi, potem Supertegoliny. Obie drogi oczywiście serdecznie polecam!